Больница Преображения

книга Станислава Лема

«Больница Преображения» (польск. Szpital Przemienienia) — реалистический роман Станислава Лема, первый из трилогии «Неутраченное время». Написан в 1948 году, однако из-за цензуры опубликован в 1955 и только ещё через 20 лет — полностью в авторской редакции. В 1978 году был экранизирован.

Цитаты

править

Похороны

править
  •  

В тот момент, когда гроб, слегка покачиваясь, выплывал из полутемного нефа на ступеньки костела, произошел казус: продолговатый тяжелый ящик угрожающе накренился вперед, но тут же лес воздетых рук вернул ему равновесие, и он, ещё сильнее раскачиваясь, словно возбужденный тем, что едва не произошло, выскользнул навстречу солнцу, теперь уже почти касавшемуся земли.

 

W momencie gdy trumna, chwiejąc się łagodnie, opuszczała przyciemnioną nawę, na samych schodkach kościoła nastąpiło zamieszanie — ta podługowata, ciężka skrzynia groźnie zapadła się przodem, lecz natychmiast las wzniesionych rąk przywrócił jej równowagę, tak że tylko kołysząc się żwawiej, jakby podniecona tym, co omal nie nastąpiło, wychynęła na niskie już słońce.

  •  

Тётка Меланья, старая дева, с незапамятных времен занималась разжиганием внутрисемейных раздоров, наслаждаясь сладкой ролью нейтрального человека: она переносила из дома в дом ядовитые колкости и сплетни, из-за чего вспыхивали великие обиды и случалось множество неприятностей,..

 

Ciotka Melania, stara panna, z dawien dawna trudniła się jątrzeniem waśni wewnątrzrodzinnych w ten sposób, że sama zachowując całą słodycz neutralności, z domu do domu przenosiła jadowite powiedzonka i plotki, od czego powstawały wielkie kwasy i dużo szkody,..

  •  

— А ты, дорогой мой Стефанек, в костёле, наверное, чувствовал себя, как евнух в гареме, верно?

 

— Mój Stefanku, ale w kościele toś się musiał czuć jak eunuch w haremie, co?

  •  

… Анзельм энергичен, задирист и вспыльчив одновременно; причем предаваться гневу он умел, как никто в семействе, — по пять, а то и десять лет, так что даже тетя Меланья забывала, из-за чего, собственно, разгорелся сыр-бор. В эти затяжные раздоры никто не отваживался вмешиваться, так как, если дядя обнаруживал, что родственник не знает причины его обид, гнев Анзельма автоматически распространялся и на незадачливого посредника. Именно так ожегся отец Стефана. Однако самые сильные враждебные чувства в душе дяди Анзельма, как и вообще в семье, стихали, когда умирал родственник; вызванная таким образом «treuga Dei» продолжалась, в зависимости от обстоятельств, несколько дней или чуть больше недели. Тогда его врожденная доброта отражалась в каждом взгляде и слове — такая бесконечно щедрая и незлопамятная, что всякий раз Стефан бывал глубоко убежден, что это не временное перемирие, а окончательный отказ от гнева. Но потом нарушенный соприкосновением со смертью строй дядиных чувств восстанавливался, неумолимая суровость воцарялась на годы, и ничто не менялось — до следующих похорон.

 

Anzelm twarz niepiękną, lecz jakoś po pańsku pyszną i umiał ją nosić wspaniale. Zdawało się, że wraz z burką niedźwiedzią jest ona ostatnią pozostałością po wielkich dobrach ziemskich, które utracił był ze dwadzieścia lat temu. Podobno przez folgowanie rozlicznym namiętnościom, ale Stefan nie wiedział o tym nic pewnego. Wiadomo było jedynie, że Anzelm jest zarazem energiczny, łaskawy i gniewliwy; gniewać się umiał przy tym jak nikt w rodzinie — po pięć, a i po dziesięć lat, tak że nawet ciotka Melania zapominała, b co właściwie poszło. W takich długotrwałych waśniach nikt nie ważył się pośredniczyć, bo zdradzenie przed stryjem niewiedzy o przyczynie obrazy powodowało automatycznie objęcie klątwą jego gniewu także niezręcznego mediatora. Tak właśnie sparzył się raz ojciec Stefana. Wszystkie jednak potężne, wrogie uczucia milkły w stryju Anzelmie, jak w ogóle w rodzinie, kiedy umierał krewny; wywołana tak „treuga Dei” trwała, zależnie od okoliczności, kilka do kilkunastu dni. Wtedy jego przyrodzona dobroć jaśniała w każdym spojrzeniu i słowie, tak niewyczerpanie szczodra i niepamiętliwa, że za każdym razem Stefan najgłębiej był przekonany, iż to nie zawieszenie gniewów, lecz całkowity ich odpust. Potem jednak naruszony bliską śmiercią porządek stryjowych uczuć restaurował się, nieubłagana surowość triumfowała na dalsze lata i wszystko pozostawało bez zmian — do następnego pogrzebu.

  •  

… Стефана <…> до сих пор немного огорчал и тон разговоров, и изобретательность, с которой избегали упоминания о смерти, а ведь в конце концов именно она и была единственным поводом этой встречи, теперь же это огорчение многократно возросло, и Стефана уже оскорбляло всё, в том числе и стенания по утраченной родине, сопровождавшиеся энергичной работой вилок и челюстей.

 

… Stefanie <…> przez cały czas gorszył się po trosze tonem rozmowy i wprawą, z jaką omijała ona śmierć, która przecież była jedynym powodem tego spotkania, teraz owo zgorszenie skulminowało w nim i raziło go już wszystko, włącznie z żalami za utraconą ojczyzną, którym towarzyszyły żwawe ruchy sztućców i szczęk.

Нежданный гость

править
  •  

«…Просей, прошу покорно, эти сласти
сквозь дырку затхлую ширинки…»

 

„…chciej przesiać, proszę, one smakołyki
przez ofaydaną dziurę od rozporka…”

  •  

Carcinoma scirrhosum <…>. Это латинское именование рака походило на формулу изгнания бесов — некое научное заклинание, изгоняющее из реальных обстоятельств неопределённость, тревоги, страсти, — проясняющее эти обстоятельства и придающее им видимость естественного хода вещей.

 

Carcinoma scirrhosum <…>. Ta formuła oznaczająca raka, tyle że po łacinie, była jak egzorcyzmy, jak naukowe zaklęcie oczyszczające sytuację z niepewności, trwogi, drżenia, nadające jej klarowość i spokój naturalnej konieczności.

  •  

— Не специализировался по психиатрии? Это не беда, никто же не родится специалистом. Врачи там первоклассные, сам увидишь! Ну, естественно, как это обычно бывает, врачи ведь люди, кто лучше, кто хуже. Но интересно все. И какие удобства! И словно нет никакой оккупации, да что там, как на другой планете!
Кшечотек так разошелся, что в его устах лечебница превратилась в некое подобие внеземной или космической обсерватории, этакий островок уютного одиночества, в котором человек, одарённый от природы выдающимся умом, может развиваться, как ему заблагорассудится.

 

— Nie specjalizowałeś się w psychiatrii? — to nic, przecież nikt się specjalistą nie rodzi. Koledzy tam pierwszorzędni, sam zobaczysz! No, jak zawsze, pewno, lekarze jak ludzie, są lepsi i gorsi. Ale ciekawe wszystko. I wygody takie! I jak poza okupacją, co tam, całkiem jak poza światem
Krzeczotek tak ,się zapalił, że w jego ustach sanatorium stało się czymś w rodzaju poza— czy ponadziemskiego obserwatorium, komfortowej samotni, w której człowiek obdarzony przez naturę wybitnym umysłem może się rozwijać, jak chce.

Узлы пространства

править
  •  

— Терапия — ничего особенного: до сорока лет сумасшедший это dementia praecox: скополамин, бром и холодный душ. После сорока — dementia senilis: холодный душ, скополамин, бром. Ну, и шоки. Вот, собственно, и вся психиатрия. А здесь, дорогуша, мы — крошечный островок в удивительнейшем море. И скажу тебе, что, если бы не персонал, если бы… ну да ладно, со временем сам всё поймёшь — стоило бы тут провести всю жизнь, если даже и не врачом…
— То сумасшедшим, ты это хочешь сказать?
— Ну что ты несёшь? Я имел в виду — гостем. У нас и такие есть. С выдающимися людьми можешь тут познакомиться, не смейся, я серьёзно.
— Ну, ну?
— Например, с Секуловским.
— Что ты говоришь, с этим поэтом? Так он…
— Вовсе нет! Просто отсиживается у нас, то есть как бы это сказать? Наркоман. Морфий, кокаин, даже гашиш, но он уже от этого избавился. Живет у нас, как на даче. От немцев прячется, короче говоря. Пишет целыми днями, причём не стихи, а мечет философские громы и молнии!

 

— Terapia — to nie żadna sztuka: do czterdziestu lat wariat to dementia praecox: zimne kąpiele, brom i skopolamina. Powyżej czterdziestki — dementia senilis: skopolamina, brom i zimny tusz. No i szoki. To właściwie cała psychiatria. Ale tutaj, mój drogi, jesteśmy malutką wysepką w przedziwnym morzu. I powiadam ci, że gdyby nie personel, gdyby nie… ale mniejsza z tym, i tak z czasem wszystko zrozumiesz — warto by tu przepędzić życie, jeśli nawet nie jako lekarz…
— To jako wariat, chcesz powiedzieć?
— No, cóż pleciesz! Jako gość, myślałem. Bo my tu takich mamy. Wybitnych ludzi możesz tu poznać, nie śmiej się, mówię serio.
— No, no?
— Na przykład Sekułowskiego.
— Co ty mówisz, tego poetę? To on…
— Skąd! Siedzi u nas tak sobie, to znaczy, jak by to powiedzieć? Narkoman. Morfina, kokaina, nawet pejotl, ale wyszedł już z tego. Tak mieszka u nas, niby na wczasach. Przed Niemcami się schował, krótko mówiąc. Pisze całymi dniami, i to nie wiersze, ale całe grzmoty filozoficzne!

  •  

Он чувствовал, как пережитое в последние дни начинает покрываться новым, иным слоем, как этот геологический пласт воспоминаний затвердевает снизу, подтачиваемый только снами, сверху же остается размягченным и зыбким и поддается влияниям внешнего мира.

 

Czuł, jak na przeżyciach ostatnich dni poczyna już osiadać nowa, odmienna warstwa, jak ta geologia wspomnień tężeje, spodem drążona tylko snami, a górą, płynna i zwiewna, poddaje się wpływom świata.

  •  

Стефан подозревал, что Кшечотек чувствует себя в больнице так же хорошо, как одноглазый среди слепцов. Он был тихим сумасшедшим в миниатюре, а значит, на живописном фоне пышно цветущих безумств производил впечатление человека, необычайно цельного психически.

 

Stefan podejrzewał, że Krzeczotek czuje się w szpitalu dobrze jak jednooki wśród ślepców. Był łagodnym, miniaturowym wariatem, więc oczywiście na malowniczym tle wspaniale rozkwitłych szaleństw sprawiał wrażenie niezwykle spoistego psychicznie.

  •  

Паенчковский, этот старикан, смахивающий на недожаренного голубя из-за своей реденькой перистой эспаньолки, сквозь серебряные прядки которой просвечивала розовая кожица подбородка, со слегка трясущимися, морщинистыми ручками, тщедушный и заикающийся, прихлебывал кофе, а когда начинал говорить, порой дергал головой, словно не соглашаясь сам с собой.

 

Pajączkowski, ten staruszek, przypominający na pół upieczonego gołąbka piórkowata łysawą bródką, bo spod srebrnych pasemek wyłaniała się różowa skórka, o trzęsących się trochę, zmarszczonych rączkach, drobny i niekiedy się zacinający chlapał kawę, a gdy zaczynał mówić, drygał czasem przecząco głową.

  •  

Было тут как на морском дне: движения ленивы и медлительны, а мощнейшие бури на поверхности отзывались здесь какими-то новыми болезненными отклонениями, которые облекались в форму соответствующих диагнозов.

 

Było tu jak na dnie morza: panował ruch leniwy, powolny i najsilniejsze burze powierzchni zaznaczały się wychyleniami nowego rzędu, przetransponowane na odmienne diagnozy chorób.

  •  

— Научные теории — это психологическая жевательная резинка.

 

— Teorie naukowe to psychiczna guma do żucia.

  •  

— Оба пола взаимодействуют по причинам довольно маловразумительным; по всей видимости — это результат того, что когда-то какой-то комочек белка чуток перекривился, тут что-то убавилось, там выпятилось, ну, вот и возникли какие-то впадины и соответствующие им выпуклости, но чтобы отсюда начался путь к близости? Разумеется, духовной…

 

— Płci służą sobie nawzajem z powodów dość zawiłych, prawdopodobnie jest to konsekwencja tego, że kiedyś jakieś białko wykrzywiło się trochę, tu czegoś zabrakło, tam się coś uwypukliło, no i powstały pewne wklęsłości, i podporządkowane im wzniesienia, ale żeby stąd wiodła droga do bliskości? Oczywiście duchowej…

  •  

Секуловский словно меткими выстрелами дырявил разговор.

 

Sekułowski przebijał rozmowę jak kula rakietę.

  •  

— Может, вы видели мою пьесу «Сад цветистый»? Я назвал её химической драмой. Цветы — это бактерии, поскольку бактерии растения, а сад — человеческое тело, в котором они размножаются. Там идет ожесточенная борьба между туберкулёзными палочками и лейкоцитами. Раздобыв бронежилеты из липидов, некое подобие шапки-невидимки, бактерии объединяются под водительством сверхмикроба, побеждают армию лейкоцитов, и перед ними вот-вот должно открыться благостное и светлое будущее, но вдруг сад умирает у них под ногами, то есть гибнет человек, и бедные растеньица вынуждены умереть вместе с ним…

 

Widział pan może moją sztukę „Ogród kwiecisty”? Nazwałem ją dramatem chemicznym. Kwiatami są bakterie, bo to rośliny, a ogrodem — ciało ludzkie, w którym się pienią. Toczy się tam zacięta walka między pałeczkami gruźlicy a leukocytami. Zdobywszy pancerze z lipoidów, coś w rodzaju czapki–niewidymki, bakterie jednoczą się pod przewodnictwem Nadmikroba, zwyciężają armię leukocytów i właśnie ma się przed nimi otworzyć błoga i świetna przyszłość, gdy wtem ogród umiera im pod nogami.jjfo znaczy człowiek ginie i biedne roślinki muszą umrzeć z nim razem…

  •  

— Каждый из нас — облигация, на которую выпал главный выигрыш: несколько десятков лет жизни, великолепной забавы. В царстве полыхающих газов, раскручивающихся до белого каления туманностей, трескучей космической стужи появился выброс белка, студенистой массы, стремящейся немедленно обратиться в насыщенные бактериями испарения и гниль… Сотни тысяч крючков-уловок удерживают этот диковинный всплеск энергии, который, как молния, рассекает материю на бытие и гармонию; узел пространства, ползающий в пустоте, и зачем? Затем, чтобы чей-то глаз подтвердил существование неба?

 

Każdy z nas jest losem, na który padła główna wygrana: parędziesiąt lat życia, wspaniałej zabawy. W świecie gazów rozpalonych, wirujących do białości mgławic, twardego mrozu kosmicznego pojawił się wyskok białka, galaretowatej mazi, usiłującej natychmiast rozleźć się w wyziewy bakteryjne i gnicie… Sto tysięcy kruczków utrzymuje ten dziwaczny podskok energii, który jak błyskawica rozdziera materię na trwanie i ład: węzeł przestrzeni pełzający w pustym krajobrazie, i po co? Po to, aby niebo znalazło potwierdzenie w czyimś oku?

  •  

— У нас едва кто-нибудь напечатается раза четыре, ему тут же навешивают ярлык прямо-таки с формулировкой, подходящей для надгробия: «тонкий лирик», «стилист», «жизнелюб». Критики, которых я некогда окрестил кретинами, это — врачи литературы, ибо подобно вам ставят липовые диагнозы, тоже знают, как должно быть, и тоже абсолютно не способны помочь…

 

— U nas, ledwo ktoś wydrukuje cztery razy, natychmiast doczepiają mu karteczkę o konsekwencji wręcz nagrobkowej: „subtelny liryk”, „stylista”, „witalista”. Krytycy, których nazywałem niekiedy krytynami, to lekarze literatury, bo tak samo jak wy stawiają fałszywe diagnozy, tak samo wiedzą, jak być powinno i tak samo nie umieją w żaden sposób pomóc…

  •  

И бунчук из жемчужно-кольчатых червей
На могилу мою водрузите. Пусть их шелест изгложет
Мой череп, как разрушенный город
Гложет отблеск кровавых огней.
Трупных бактерий белая пляска
Пусть повесть эту продолжит.

 

A na grobie mym buńczuk rozwiany zawieście
Glist pierścienno–perłowych. Ich ruch robaczkowy
Będzie grał w mojej czaszce, jak w skrwawionym mieście
Biały balet ptomain — dalszy ciąg tej mowy.

  •  

… он раскусил Ригера: человек, несомненно, образованный, но ум его что японский садик — вроде бы и мостики, и дорожки, и вообще все красиво, но очень уж крохотное и бесполезное. Мысль его катилась по наезженным колеям. Познания его словно были сложены из разрозненных, но плотно слипшихся плиток, и он распоряжался ими совершенно по-школярски.

 

… zorientował się w mentalności doktora Rygiera: psychiatra był człowiekiem niewątpliwie wykształconym, ale inteligencję miał jak ogródek japoński — niby mostki, dróżki, wszystko piękne, ale bardzo ograniczone i do niczego. Rozumował koleinami. Elementy jego wiadomości tak były ze sobą scementowane, że używał ich w sposób wyłącznie podręcznikowy.

  •  

На воскресенье пришлись именины Паенчковского, который явился в свежеотглаженном халате и с аккуратно расчесанными влажными сосульками своей реденькой бородки. Глаза его, похожие на глаза одряхлевшей птицы, одобрительно помаргивали за стеклами очков, когда шизофреничка из отделения выздоравливающих декламировала стишок. Потом пела алкоголичка, а в завершение выступил хор психопатов, но потом программа торжества была внезапно скомкана: все бросились к старику, и он взлетел над лесом рук под потолок. Гам, пыхтение — нашлась даже женщина-чайник, почти по Эдгару По. Старика с трудом вырвали из рук больных. Врачи выстроились в процессию несколько на монастырский лад: во главе настоятель, за ним братия — и направились в мужские палаты, где ипохондрик, вообразивший, что болен раком, начал декламировать, но его прервали трое паралитиков, затянув хором: «Умер бедняга в больнице тюремной» — их никак не удавалось остановить.

 

W niedzielę przypadły imieniny Pajaczkowskiego, który zjawił się w świeżo wyprasowanym płaszczu, z dokładnie na mokro rozczesanymi sopelkami swojej rzadkiej bródki. Mrugał potakująco za okularami jak stary ptaszek, gdy schizofreniczka z oddziału ozdrowieńców deklamowała wierszyk. Potem jedna alkoholiczka śpiewała, a na koniec był chór psychopatów, ale nagle rozłamano program uroczystości: wszyscy rzucili się na staruszka, który zaczął wzlatywać z chmury rąk pod sufit. Zrobił się wrzask, sapanie, znalazła się nawet kobieta–czajnik, prawie jak u Poego. Z trudem wyrwano staruszka z rąk chorych. Orszak lekarzy uformowany nieco na podobieństwo klasztorne — z przodu opat, za nim braciszkowie — udał się następnie na sale męskie, gdzie hipochondryk wmawiający w siebie raka zadeklamował, ale przerwało mu trzech paralityków, którzy zaczęli chórem śpiewać „Zmarł biedaczysko w szpitalu wojskowym” i nie dali się w żaden sposób powstrzymać.

Doctor angelicus

править
  •  

В воскресенье Стефан встал рано, разбуженный напористым солнцем, которое сквозь веки окрасило его сон в сумрачный пурпур. Выглянул в окно. Картина, открывшаяся перед ним, то и дело менялась, будто великий художник широкими мазками набрасывал эскиз за эскизом одного и того же пейзажа, всякий раз прибавляя новые краски и подробности. В длинные ложбины между холмами, неподвижными, как спины спящих зверей, вплывал волокнистый туман; черные штрихи ветвей размазывались в его волнах. Тут и там, словно кисть на что-то наталкивалась с ходу, темнели за пеленой тумана разномастные угловатые тени. Потом в белизну просочилось сверху немного золота; все заволновалось, образовались жемчужные водовороты, туман растянулся до самого горизонта, поредел, осел, и из раскалывающихся туч сверкнул день, блестящий, как ядрышко очищенного каштана.

 

W niedzielę Stefan wstał wcześniej, zbudzony natarczywym słońcem, które przez zamknięte powieki zabarwiło jego sen mroczną purpurą. Wyjrzał przez okno. Roztaczał się widok, jakby wielki malarz kreślił szerokimi pędzlami szkice tego samego obrazu, a każdy następny szkic wzbogacał nową farba i nowym szczegółem. W długie kotliny między pagórami, spokojnymi jak grzbiety śpiących zwierząt, wpływała wełnista mgła; czarne krechy gałęzi roztapiały się w jej przyborze. Tu i ówdzie, jakby pędzel potknął się w ruchu, ciemniały za mgłą nieregularne, kanciaste plamy. Potem w biel przesączyło się z góry nieco złota; nastąpił niepokój, potworzyły się perłowe wiry, aż tuman rozciągnął się po horyzont, ścieńczał, opadł, a z pękających chmur łysnął dzień, lśniący jak nagi owoc kasztanu.

  •  

Мицкевич, когда он сказал: «Наш народ, как лава»…
— Мы не в школе, бросьте, — перебил его Секуловский, моргая. — Мицкевичу можно было, он романтик, наш же народ как коровья лепёшка: снаружи — сухо и невзрачно, а внутри — известно что. Впрочем, не только наш.

 

— Mickiewicz, kiedy mówił „nasz naród jak lawa…”
— Nie jesteśmy w klasie, daj pan spokój — przerwał mu Sekułowski mrugając. — Mickiewiczowi było wolno, bo romantyk, a nasz naród jest jak placek krowi: z wierzchu suchy i plugawy, a w środku wiadomo. Zresztą nie tylko nasz.

  •  

— Стихотворение возникает во мне, как фрагменты росписи, которые проступают из-под облупившейся штукатурки: отдельными, яркими обрывками. Между ними зияет пустота. Потом я стараюсь связать эти сплетения рук и горизонтов, взгляды и предметы воедино… Так бывает днём. Ночью, ибо это порой случается и во сне, ночью — это как вибрирующие удары колокола, которые сливаются в нечто целостное. Самое трудное в том, чтобы проснуться и захватить это с собой в явь. <…> Писание — это окаянная повинность. Если кто-то, наблюдая за агонией самого близкого ему человека, невольно вылавливает из его последних конвульсий все, что можно описать, — это настоящий писатель. Филистёр тут же завопит: «Подлость». Не подлость, милейший, а только страдание. Это не профессия, этого не выбирают, как место в конторе. Спокойствие — удел лишь тех писателей, которые ничего не пишут. А такие есть. Они блаженствуют в океане возможностей, понимаете? Чтобы выразить мысль, надо её сперва ограничить, то есть убить. Каждое произнесённое мною слово обкрадывает меня на тысячу иных, каждая строфа — это гора самоотречений. Я вынужден выдумывать уверенность. Когда отваливаются те самые куски штукатурки, я чувствую, что глубже — там, за золотыми фрагментами, разверзается невысказанная бездна. Она там наверняка, но любая попытка докопаться до нее оборачивается крушением.

 

— Wiersz ukazuje mi się jak kawałki polichromii spod odłupanego tynku: pojedynczymi, błyszczącymi fragmentami. Między nimi zieje pustka. Potem usiłuję łączyć te łuki rąk i horyzontów, spojrzenia i rzeczy na ich uwięzi… Tak jest w dzień. W nocy — bo czasem zdarza się to w nocy — to są jakby wijące się dzwona, które zrastają się same w całość. Najtrudniej wywieść je przez obudzenie na jawę. <…> Pisanie to przeklęty mus. Jeżeli ktoś, stojąc przy agonii najdroższej osoby, wychwytuje mimo woli z jej ostatnich drgawek wszystko, co da się opisać — to jest prawdziwy pisarz. Filister zaraz krzyczy „podłość”. Nie podłość, panie, tylko męka. To nie jest zawód, tego się nie wybiera jak posady biurowej. Spokój mogą mieć tylko ci pisarze, którzy nic nie piszą. A są tacy. Pławią się w oceanie możliwości, rozumie pan? Żeby wyrazić myśl, trzeba ją pierwej ograniczyć, a to znaczy zabić. Każde wypowiedziane słowo obrabowuje mnie z tysiąca innych, każda strofa to góra rezygnacji. Muszę stwarzać sztuczną pewność. Kiedy odpadają te płaty tynku, czuję, że głębiej, tam, za złotymi fragmentami toczy się niewypowiedziana otchłań. Ona jest tam, jest na pewno, ale każda próba dokopania się kończy się fiaskiem.

  •  

— Для кого мне писать? Исчез пещерный человек, который пожирал горячий мозг из черепов своих ближних, а их кровью рисовал в пещерах произведения искусства, равных которым нет и по сей день. Миновала эпоха Возрождения, гениальных универсалов и костров с поджаривающимися еретиками. Исчезли орды, обуздывающие океаны и ветер. Близится эра загнанных в казармы пигмеев, консервированной музыки, касок, из-под которых невозможно смотреть на звёзды. Потом, говорят, должны воцариться равенство и свобода. Почему равенство, почему свобода? Ведь отсутствие равенства порождает сцены, полные провидческой символики, порождает пламя отчаяния, а беда способна выжать из человека нечто более ценное, чем лощеная пресыщенность. Я не хочу отказываться от этих колоссальных перепадов напряженности. Если бы это от меня зависело, остались бы и дворцы, и трущобы, и крепости!
— Мне рассказывали, — отозвался Стефан, — о русском князе, отличавшемся крайней чувствительностью. Из окон его дворца, стоявшего на высоком холме над деревней, открывался чудесный вид. Лишь несколько ближайших, крытых соломой изб нарушали колористическую цельность картины. И он велел их сжечь: контуры обугленных стропил придали картине нужную тональность, которую он так искал. Она сделалась сочной.

 

Dla kogo mam pisać? Minął jaskiniowiec, który żarł gorące mózgi z czaszek bliźnich, a ich krwią rysował w pieczarach dzieła sztuki, którym nic jeszcze nie dorównało. Minął czas renesansu, genialnych uniwersalistów i stosów ze skwierczącymi heretykami. Minęły hordy ujeżdżające oceany i wiatr. Zbliża się epoka skoszarowanych karłów, muzyki w konserwach, hełmów, spod których nie można patrzeć w gwiazdy. Potem, mówią, ma przyjść równość i braterstwo. Dlaczego równość, dlaczego wolność? Kiedy brak równości stwarza wizjonerskie sceny i pożar rozpaczy, kiedy groza może wycisnąć z człowieka coś, co warte jest więcej od wyczesanego dosytu. Ja nie chcę rezygnować z tej kolosalnej różnicy napięć. Gdyby to ode mnie zależało, zostałyby i pałace, i rudery, i warownie!
— Opowiadano mi — rzekł Stefan — o księciu rosyjskim, który miał bardzo rzewną duszą. Z okien jego pałacu na wysokim wzgórzu nad wsią malował się przepiękny widok. Jedynie kilka najbliższych, słonia krytych chałup psuło mu kolorystycznie całość. Kazał więc je spalić: plamy zwęglonych krokwi były właściwym, szukanym akcentem. Obraz stał się smaczny.

  •  

— … что касается революционных теорий, то беднякам некогда заниматься такими вещами. Этим всегда занимались ренегаты из стана толстобрюхих.

 

-… jeżeli chodzi o teorie rewolucyjne, nędzarze nie mają czasu na takie rzeczy. Tym się zawsze zajmowali renegaci pasibrzuchów.

  •  

— Взгляните на лица, — сказал [Секуловский], — на эти типично американские рожи. Какое самодовольство, как всё разложено по полочкам… обед, ужин, постель и подземка. Ни минуты для метафизики, для размышлений о жестокости Вещей.

 

— Niech pan spojrzy na twarze — powiedział —i na te typowo amerykańskie gęby. Jakie to wszystko zadowolone z siebie, jakie to rozdzielone między obiad, kolację, łóżko i subway. Ani chwili na metafizykę, na zrozumienie okrucieństwa Pieczy.

  •  

Ван-Гог, нарисует вам старый ночной горшок так, что только ахнешь. А вот халтурщик первую красавицу превратит в кич. В чем же суть? Да в том, чтобы человека малость выпотрошить. Отблеск мира, запечатленное умирание, катарсис — и точка.

 

— Van Gogh namaluje panu stary nocnik tak, że tylko klękać. Tymczasem partacz z najpiękniejszej kobiety zrobi kicz. O co chodzi? Żeby to człowieka trochę wybebeszyło. Odblask świata, utrwalone przemijanie, katharsis i kropka.

  •  

— Запомните-ка, — продолжал Секуловский, — всё существует во всём. Самые далёкие звёзды влияют на венчик цветка. В росе нынешнего рассвета — вчерашнее облако. Всё сплетает между собой вездесущая взаимозависимость. Ни единая вещь не может вырваться из-под власти других. А тем более — вещь мыслящая, человек. Камни и лица отражаются в вашем сне. Запах цветов искривляет направление наших мыслей. Так почему же не моделировать произвольно то, что формировалось случайно? Окружая себя игрушками и побрякушками из золота и слоновой кости, мы как бы подключаемся к аккумулятору. Божок величиной с палец — это плод фантазии художника, которая конденсировалась годы. И вот сотни часов не пропали даром: можно возле них погреться…

 

Niech pan pamięta — ciągnął Sekułowski — że wszystko jest we wszystkim. Najdalsze gwiazdy wpływają na obwolutę kielicha kwiatowego. W rosie dzisiejszego poranka jest wczorajszy obłok. Wszystko splata wszechobecna zależność. Żadna rzecz nie może wyjść spod władzy innych. A tym bardziej rzecz myśląca, człowiek Kamienie i twarze odbijają się w pańskim śnie. Zapachy kwiatów zakrzywiają drogą naszych myśli. Dlaczego więc nie modelować dowolnie tego, co kształtowane jest przypadkowo? Otczając się tymi zabawkami i sztuczkami ze złota i kości słoniowej, jakbyśmy włączyli akumulator. Posążek wielkości palca — to odlew fantazji artysty, która destylowała się w całych latach. I oto setki godzin nie stracone: można się przy nich ogrzać…

  •  

— Вы, может, читали «Молитву моему телу»?
Стефан вспомнил этот гимн легким, печени, почкам.
— Оригинальные святыни…

 

— Czytał pan może „Litanię do mego ciała”?
Stefan istotnie przypomniał sobie ten hymn do płuc, wątroby i nerek.
— Oryginalne bóstwa…

  •  

— Не кажется ли вам, что его интеллигентность орнаментальна? Она такая плоская.

 

— Nie uważa pan, jaką on ma ornamentcyjną inteligencję? Taka płaska.

Advocatus diaboli

править
  •  

— … человек напоминает мне такую вот картину: будто бы кто-то в результате многих сотен веков кропотливого труда вырезал восхитительно прекрасную золотую фигурку, одарив каждый сантиметр её поверхности изумительной формой. Молчащие мелодии, миниатюрные фрески, красота всего мира — и все это собрано в единое целое, подчинено воздействию тысяч волшебных законов. И эту стройную фигурку вмонтировали в нутро машины, которая перемешивает навозную жижу. Вот вам примерно и место человека на свете.

 

— … człowiek nasuwa mi taki obraz: jakby ktoś w ciągu wieluset wieków żmudnej pracy wyrzeźbił najpiękniejszą złotą figurę, każdy centymetr jej powierzchni obdarzając odmienną formą. Milczące melodie, miniaturowe freski, piękno całego świata ujęte w jedną całość, podporządkowane tysiącowi magicznych praw. I tę wysmukłą rzeźbę wmontowano w głąb maszyny, mieszającej gnojówkę. Takie jest mniej więcej miejsce człowieka na świecie.

Лекция Марглевского

править
  •  

— Сумасшедший дом — всегда некая выжимка духовного состояния эпохи. Все искривления, все духовные отклонения и чудачества так растворены в нормальном обществе, что их трудно обнаружить. И только тут, так сказать, в сгустке, они четко обрисовывают облик своих эпох. Вот музей душ…

 

— Dom wariatów zawsze był wyciągiem duchowym epoki.Wszystkie skrzywienia, garby psychiczne i dziwactwa tak są ro zpuszczone w normalnym społeczeństwie, że trudno je uchwycić. Dopiero tu, w koncentracie, ukazują jasno oblicze swoich czasów. Oto muzeum dusz…

  •  

Марглевский <…> исследовал влияние камней в моче Наполеона на исход битвы под Ватерлоо, доискивался, как воздействовало усиленное производство гормонов на коллективные видения святых, — тут он провёл пальцем вокруг головы, что должно было означать нимб, и рассмеялся. Ему было жаль, что Стефан неверующий. Он искал наивных, чистых, погрязших в догматике. Они были ему нужны, как полотенце грязнуле.

 

Marglewski <…> analizował <…> działanie kamieni moczowych Napoleona na wynik bitwy pod Waterloo, dociekał, jaki wpływ miała fermentacja zapuszczonych hormonów na zbiorowe widzenia świętych — tu zakreślił sobie palcem kółko nad głową, co miało wyobrazić aureolę, i roześmiał się. Żal mu trochę było, że Stefan nie wierzy. Szukał naiwnych, czystych, pogrążonych w dogmatyce. Potrzebował ich jak brudny ręcznika.

  •  

— … отчего литература так врёт? <…> не одна любовь разбилась только из-за того, что малому захотелось пописать, а он постеснялся сказать об этом барышне, изобразил внезапный приступ тоски по одиночеству и дал тягу в кусты.

 

— … dlaczego literatura tak buja? <…> niejedna miłość rozbiła się tylko przez to, że facet potrzebował pisiu, a wstydził się pannie powiedzieć, więc zasymulowal nagłą tęsknicę samotności i odszedł hen, w krzaki.

  •  

— Церковь, эта старая террористическая организация, массирует души вот уже две тысячи лет, и что, какой результат? Для одних это — симптомы, для других — откровения.

 

— Kościół, ta stara organizacja terrorystyczna, masuje dusze od dwu tysięcy lat i co z tego wyszło? Dla jednych to są objawy, dla drugich objawienia.

  •  

— Речь главным образом о [литературном] стиле. Различия между поколениями сводятся к тому, что какое-то время пишут: «Утро пахло розами». Приходят новые: ого, вывернуть! И какое-то время пишут: «Утро пахло мочой». Но прием-то тот же самый! Никакие это не реформы. Не в этом новаторство.

 

— Przeważnie chodzi o styl. Różnice między generacjami sprowadzają się do tego, że jakiś czas piszą: „ranek, pachniał różami”. Przychodzą nowi: oho, wywrócić!. Jakiś czas pisze się: „ranek pachniał szczynami”. Ale chwyt jest ten sam. To nie są żadne reformy.

  •  

— У каждой [литературной] вещи должен быть скелет, как у женщины, но такой, чтобы его нельзя было нащупать… тоже как у женщины.

 

— Każda rzecz musi mieć szkielet jak kobieta, ale taki, żeby się go nie dało wymacać… też jak u kobiety.

  •  

— Как это забавно, <…> как забавно! Эта свора критиков, которые выговаривали каждое слово в убеждении, что их языком вещает история, хотя в лучшем случае всё это было икотой после вчерашней пьянки. Ау! <…> [Во времена моей молодости] человек подбирал себе идеологию, как галстук, из целой связки: какая поцветастее и поденежнее. Я был этаким беззащитным бедолагой, а над всеми нами сиял, словно ярчайшая звезда, некий критик старшего поколения. Он писал так, как Хафиз воспевал бы паровозы. Он был плоть от плоти девятнадцатого столетия, задыхался в нашей атмосфере, ему недоставало великих. Нас, молодых, он ещё не замечал. Поодиночке мы были не в счёт: нужен был десяток, чтобы он поклонился. <…> Просто прирождённый писатель — у него был и талант, и меткая метафора по любому поводу, и юмор, и полное отсутствие сострадания. Это самое важное: в таком случае можно описать любую грозу, глядя на нее из бездонных геологических глубин. Ни капельки волнения. Запихивать страсть во фразы — это значит загубить любую вещь. Он был такой: ради одной прицельной метафоры, если она пришла ему в голову, он был готов раздолбать любую книгу вместе с её автором. Вы спросите: вопреки своему мнению? Вы наивны, <…> сегодня я знаю совершенно точно, что он ни во что не верил. Зачем? Это были великолепные часы без одной малюсенькой шестерёночки, писатель без гирьки. Ему недоставало ерунды, чтобы стать польским Конрадом, но это можно было исправить.
<…> Он прочитал несколько стихотворений, которые я принес ему, и оценил их. Мы противостояли друг другу, как мотыга и солнце. Я был острой мотыгой. <…> Он всё это разложил на простейшие элементы, покопался в них и объяснил, почему они ничего не стоят. Поколебавшись, в конце концов позволил мне продолжать писать. Он мне позволил, понимаете? <…> Ах, это старая история. Но как подумаю, что для молодых сегодня имя его — пустой звук, испытываю наслаждение. Месть, к совершению которой никто и мизинца не приложил, которую учинила сама жизнь. Месть эта созревала медленно, как плод: не знаю ничего слаще…

 

— Jak to bawi, <…> jak to bawi! Ta sfora krytyków, którzy wypowiadali każde słowo w poczuciu, że mówi przez nich historia, kiedy w najlepszym wypadku była to czkawka po wczorajszej wódce. Au! <…> Ideologię sobie człowiek dobiera wtedy z pęku jak
.krawat: która barwniejsza i bardziej pekuniarna. Byłem takim bezbronnym biedakiem, a nad nami świecił jak najjaśniejsza z gwiazd pewien krytyk starszego pokolenia. Pisał tak, jakby Hafis opiewał lokomotywy. Był z krwi i kości dziewiętnastego wieku, dusił się w naszej atmosferze, brak mu było wielkich. Nas, młodych, jeszcze nie dostrzegał. Pojedynczo nie liczyliśmy się: trzeba było dziesięciu, żeby się ukłonił. <…> Po prostu urodzony pisarz, który miał i talent, i metaforę czujną na każde zawołanie, i humor, i zupełny brak litości. To najważniejsze: bo z tym można opisać każdą grozą patrząc na nią z głębokości całej geologii. Zupełnie niewzruszenie. Pchać pasję w zdania, to położy każdą rzecz. On taki był: dla jednej celnej metafory, jeśli mu przyszła, gotów był położyć książkę razem z autorem. Pan spyta, czy wbrew swemu przekonaniu? Pan jest naiwny, <…> ja dziś wiem całkiem na pewno, że on w nic nie wierzył. Po co? To był doskonały zegar bez jednej małej śrubeczki, pisarz bez ciężarka. Brakowało mu głupstwa, żeby zostać polskim Conradem, ale to było nie do naprawienia.
<…> Przeczytał parę wierszy, które mu przyniosłem, i ocenił. Byliśmy naprzeciw siebie jak motyka i słońce. Byłem ostrą motyką. <…> Rozłożył to wszystko na czynniki pierwsze, pobabrał się i wytłumaczył mi, dlaczego nic nie warte. Jakiś czas wahał się, wreszcie jednak pozwolił mi dalej pisać. On mi pozwolił, pan rozumie? <…> Ach, to są stare dzieje. Ale kiedy pomyślę, że dla młodych jest dziś jego nazwisko pustym dźwiękiem, odczuwam rozkosz. Zemsta, do której nie przyłożyło się nawet małego palca, którą zgotowało samo życie. Dojrzała powoli jak owoc: nie znam rzeczy słodszej...

Отец и сын

править
  •  

Поэт — такой человек, который умеет красиво быть несчастным. — вариант трюизма

 

— Poeta to taki, co umie w ładny sposób być nieszczęśliwy.

  •  

Сердце моё, ты — красных термитов планета,
Паникующих в поисках собственных троп.
Дев и столпников путь темнокудрый — я, как монета,
Тускнею. Я гасну. Плоть теснит меня в гроб.
Ночь, ты бесстыдно срываешь последний покров,
Когда смерть, кровавобедрая дива, лицо моё
Нежно ласкает: о, мой покинутый кров…

 

Serce moje — planeta czerworych termrtów
Pierzchających w ucieczce ma ścieżyny własne.
Ja — ciemnooka droga dziewcząt i stylitów
Umieram. Moje ciało zabija mnie. Gasnę.
O, nocy, zrywająca ostatnią zasłonę.,
Gdy śmierć, dziewczyna o skrwawionych udach,
Obejmuje twarz moją: gniazdo porzucone…

  •  

Тшинецкий рассказал о маленьком скульпторе.
Ангел-душитель? — переспросил Секуловский. — Погодите-ка, это любопытно. Любопытно…
Аккуратно записал что-то на клочке бумаги своим ломким почерком.
Благоудушаемы тихие, ибо их есть царствие небесное[1], — вслух прочитал он.

 

Po chwili Trzyniecki opowiedział historię małego rzeźbiarza.
— Anioł-dławiec? — rzekł Sekułowski. — Czekaj pan, to ciekawe. Ciekawe…
Sumiennie wypełnił kartkę swoim strzelistym pismem.
Błogodławieni cisi, albowiem ich jest królestwo niebieskie — odczytał.

  •  

— Мне грезится описание Земли, увиденной из другой планетной системы. Такое вот примерно вступление <…>: «Матка, гноящаяся солнцами: Вселенная. В ней копошатся триллионы звёздных личинок. Бурное размножение… исторгающее гарь и клубы чёрного порохового дыма, схватка следует за схваткой, тьма идёт за тьмой» <…>.
— Куда? — вырвалось у Стефана.
— Вся соль в том, что в никуда.
— Вы в это верите?
Секуловский задержал дыхание. Поднял голову; лицо его, на котором ярко полыхали глаза, было вдохновенно и красиво.
— Нет, — сказал он, — я не верю. Я знаю.

 

— Marzy mi się opisanie historii ziemi z innego systemu planetarnego. Jakiś taki wstęp <…>: „Jest macica zaropiała słońcami: Wszechświat. Mrowią się w niej tryliony jaj gwiezdnych. Wściekły rozród… buchający żużlem i czarnym prochem, idzie puls za pulsem, mrok za mrokiem” <…>.
— Dokąd? — spytał mimo woli Stefan.
— Cały dowcip w tym, że donikąd.
— Pan w to wierzy?
Sekułowski wstrzymał oddech. Jego twarz, w chwili gdy podnosił głowę przebitą jasnymi oczami, stała się natchniona i piękna.
— Nie — powiedział — ja nie wierzę. Ja wiem.

  •  

Тётка взяла на себя роль посла; несколько раз входила туда и на цыпочках возвращалась обратно. При этом она размахивала руками — казалось, отталкиваясь вёслами от сопротивляющегося воздуха.

 

Ciotka zabawiła się w posła, kilka razy wchodząc tam i wybiegając na palcach. Wiosłowała przy tym rękami, jakby powietrze stawiało jej opór.

  •  

— О том, что счастлив, человек узнаёт только после, когда это проходит. Человек живёт переменой. — вариант распространённой мысли

 

— O tym, że się jest szczęśliwym, wie się dopiero potem, kiedy to minęło. Człowiek żyje zmianą.

Ахеронт

править
  •  

Властелин этот стоял во главе громадного государства. К голосу его прислушивались люди на тысячи миль окрест. Однажды, утомившись, он уснул на троне, придворные решили сами раздеть его и отнести в спальные апартаменты. Они сняли с него горностаевую накидку, под которой были пурпурные, золотом расшитые одежды. Когда они сняли и их, увидели шёлковую рубашку, всю в звёздах и солнцах. Под ней оказалась сорочка, сотканная из жемчуга. Следующую украшали рубиновые молнии. Так снимали они одну рубаху за другой, и рядом вырос огромный, сверкающий холм. И тогда в ужасе взглянули они в глаза друг другу, восклицая: «А где же наш король?!» Ибо видели перед собой множество раскиданных богатых одеяний, а среди них не было и следа живой души. Сказка эта называлась «Очистка луковицы, или О величии».

 

Mocarz ten rządził olbrzymim państwem. Gipsu jego słuchały ludy w promieniu tysiąca mil. Gdy Faz znużony usnął na tronie, korni dworzanie postanowili rozebrać go sami i przenieść do apartamentów .sypialnych. Zdjęli zeń płaszcz gronostajowy, pod którym zaświeciła purpurowa, złotem wyszywana szata. Gdy i ją zdjęli, zabłysła suknia jedwabna, cała w gwiazdy i słońca. Pod tą — jaśniała szata utkana z pereł. Następną haftowały rubinowe błyskawice.
Tak rozbierali jedną szatę po drugiej, aż utworzył się wielki, strzelający iskrami stos. Wówczas spojrzeli na siebie przerażeni wołając wielkimi głosami: „Gdzież jest nasz król?!” Mieli bowiem przed sobą moc porozrzucanych, drogocennych szat, a w nich ani śladu żywej istoty. Bajka ta nazywała się „Obieranie cebuli czyli o majestacie”.

  •  

Это была голова мужчины в каске, погруженная до верхней губы в кусок камня. Набухшие глаза и раздутые щёки. Невидимый, утопленный в камень рот кричал.

 

Była to głowa mężczyzny w hełmie, zanurzona powyżej górnej wargi w kostce kamienia. Nabrzękłe oczy i policzki wydęte od środka. Niewidzialne, pogrążone w kamieniu usta krzyczały.

  •  

… широкоплечий немец <…> продолжал рассказывать приятелю: — Weisst du, das war, als die Hauser schon alle brannten und ich glaubte, dort gebe es nur Tote. Da rennt Dir doch plotzlich mitten aus deni grossten Feuer ein Weib schnurstracks auf den Wald zu. Rennt wie verruckt und presst eine Gans an sich. War das ein Anblick! Fritz wollte ihr eine Kugel nachschicken, aber er konnte nicht einmal richtig zielen vor Lachen — war das aber komisch, was?
Оба рассмеялись. Каутерс стоял рядом и вдруг невероятным образом скривился и выдавил из себя тоненькое, ломкое «ха-ха-ха!».
Рассказчик нахмурился.
— Sie, Doktor, — заметил он, — waram lachen Sie? Da gibt's dock fur Sie nichts zum Lachen.
Лицо Каутерса пошло белыми пятнами.
— Ich… ich… — бормотал он, — ich bin ein Deutscher!
Сидевший вполоборота немец смерил его снизу взглядом.
— So? Na, dann bitte, bitte.

 

… szerokopleczysty Niemiec <…> opowiadał dalej koledze:
— Ну, знаешь, как уже все дома горели, я и подумал, что там одни мертвые, тут вдруг прямо из огня баба как выскочит и давай к лесу. Несется, как угорелая, и к себе гуся прижимает. Вот картина-то! Фриц хотел пульнуть ей вдогонку, да от смеха никак не мог на мушку поймать — вот смехота-то, да?
Roześmieli się. Kauters stał przy nich nie ruszając się, nagle wykrzywił niezwykle twarz i wydobył z siebie cienkie, łamiące się „ha ha ha!” Opowiadacz nachmurzył się.
— Вы, доктор, — zauważył — вы-то чего смеётесь? Для вас тут ничего смешного нет.
Kautersowi białe plamy wystąpiły na policzkach:
— Я… я… — bąkał —я немец!
Niemiec, siedzący trochę bokiem, zmierzył go z dołu oczami.
— Да? Ну, тогда пожалуйста, пожалуйста.

  •  

— Sie werden jetzt nur bewacht, well Ihnen unsere Ukrainer sonst etwas antun konnten. Die lechzen ja nach Blut wie die Hunde, wissen Sie. <…> Wie die Falken… Man muss sie mit rohem Fleisch futtern, — рассмеялся немецкий психиатр.

 

— Вас теперь будут только охранять, чтобы наши украинцы ничего такого вам не причинили. Они, знаете, прямо крови жаждут, словно собаки. <…> Как соколы… Их приходится кормить сырым мясом — roześmiał się niemiecki psychiatra.

  •  

Буквы бились бились в голубых клеточках, словно в сетке. Сверху — фамилия, ниже заглавие: «Мой мир». Он перевернул страницу. Она была чиста. И следующая тоже. Все белые и пустые.

 

Pismo miotało się w błękitnym oliniowaniu jak schwytane w siatkę. Na górze nazwisko, niżej tytuł „Mój świat”. Odwrócił stronę. Była nie zapisana. Następna także. Wszystkie, wszystkie białe i puste.

Перевод

править

А. Ермонский, М. Игнатов, 1995

О романе

править
  •  

В «Больнице Преображения» уже весь будущий Лем — с его недоверием к „чистой науке”, „экспертам”, абсолютной рациональности, которая, следовательно, отмыта от этики. <…> В этом атеистическом мире дьявол действительно клацает зубами и чувствуется адская сера.

 

W Szpitalu Przemienienia jest już cały przyszły Lem — z jego nieufnością wobec „nauki czystej”, „ekspertów”, racjonalności absolutnej, a zatem wypranej z etyki. <…> W tym ateistycznym świecie diabeł naprawdę kłapie zębami i czuć piekielną siarkę.[2]

  Ежи Яжембский, «Скальпель и мозг», 1995

Станислав Лем

править
  •  

Когда я закончил роман, отнёс машинописную рукопись в фирму Gebethner i Wolff <…>. Роман вызвал там некоторый интерес, но произошло это в тот момент, когда издательство было ликвидировано государством и всё его имущество вместе с моей книгой было передано в Варшаву. И тут начались очень неинтересные годы. Это был период, когда я каждые несколько недель ночным поездом, в самом дешёвом сидячем классе, ездил в Варшаву на бесконечные конференции в издательстве «Ksiaka i Wiedza», где пережёвывали мою «Больницу Преображения». Пани Вильчкова постоянно <…> объясняла мне, что роман реакционен и ущербен в идеологическом отношении, поэтому мне нужно выстроить «противовес для композиционного равновесия». И таким образом из меня выдавливали продолжение. С каждым месяцем текст обрастал различными внутренними рецензиями, которые обличали его декадентство и контрреволюционность. Была целая гора бумаг и уйма бесполезно потраченного времени.
Часть этого воспитания происходила с помощью корреспонденции. Мне объясняли, что здесь нужно немного переработать, там добавить, там сократить и т.д. Мне постоянно подавали надежду, так что я всю дорогу переписывал этот роман и что-то изменял. Должен сказать, что хоть я и имею плохую черту писать во многих вариантах, но никто не доводил меня до такого состояния, как все эти пани и панове в те времена. Надеясь, что книгу удастся спасти, я переписывал её бесконечно, из меня выдавливали то, что я вообще не собирался делать. Например, своего коллегу я переделал в коммуниста Марцинова. Но это тоже не помогло! Ничего не помогало. Вы знаете, это такая тактика салями, которая заключается в том, чтобы принудить к уступкам с помощью маленьких шажков. <…>
Многие писатели идут по узкому пути, на котором могут создать что-то действительно ценное, но когда сходят с него, немедленно впадают в графоманию. Позже я уже следил за тем, чтобы не выйти из своего emploi, но поначалу я даже не знал, в чём оно заключается. Это были годы поисков. А к «Больнице Преображения» я до сих пор глубоко привязан и сам удивляюсь, как эта книга «выстрелила» из меня, поскольку всё, что писал раньше и немного позднее, решительно слабее.

 

1-й абзац от слов «я каждые несколько недель»: Jeździłem co kilka tygodni do Warszawy, najtańszą klasą siedzącą, bo byłem wtedy ubogi, nocnym pociągiem na nie kończące się konferencje do "Książki i Wiedzy", gdzie maglowano mój Szpital Przemienienia. <про Пани Вильчкову пропущено> Obrastał rozmaitymi recenzjami wewnętrznymi, które objawiały jego dekadenckość i kontrrewolucyjność. Była tego cała góra papieru i mnóstwo zmarnowanego czasu. <…>
б.ч. 2-го абзаца: Tłumaczono mi, że tu trzeba przerobić, tam dodać, tam ująć itd. Wciąż stwarzano mi nadzieję, tak że ciągle ją na nawo pisałem, wciąż zmieniałem. Muszę powiedzieć, że choć mam tę ciężką właściwość pisania wielowariantowego, jednak nikt mnie nie doprowadził do takiego stanu, jak ci różni panowie i panie w tym czasie. Sądząc, iż książkę uda się uratować, pisałem ją w nieskończoność, aż wyduszono ze mnie coś, czego wcale napisać nie miałem zamiaru.

  — «Беседы со Станиславом Лемом» (гл. «Время, утраченное не совсем», 1981)
  •  

Книга заканчивается сценой, резкость которой в этическом — не сексуальном — смысле для меня была ясна. Я представил себе, что в смысле психологического правдоподобия это возможно, так как эротический контакт после часов смертельной тревоги и ожидания экзекуции является предлогом, а не действительной целью сближения с другим человеком. Здесь реализуется потребность в непосредственном, близком контакте, потребность в отчаянном объятии человечества. Эротическим контакт становится только потому, что герои — противоположного пола.

  — там же (гл. «Кинематографические разочарования», 1981)
  •  

... в послевоенное время <…> сначала я написал реалистический роман, чтобы (хотя это опять-таки всего лишь предположение) освободиться от бремени воспоминаний, чтобы они, подобно выделенному гною, превратились в отвердевший сгусток и перестали меня угнетать (но, может быть, и для того, чтобы не забыть пережитого: одно ведь вовсе не исключает другого). Роман назывался «Больница Преображения». Один немецкий критик счёл его чем-то вроде продолжения «Волшебной горы» Томаса Манна: то, что у Манна было всего лишь предзнаменованием, лишь раскатом невидимой, скрытой где-то за горизонтом истории грозы, обернулось реальностью — в виде массового истребления, последнего круга ада, в виде самых крайних последствий уже предсказанного «Заката Европы». Местность, в которой разворачивается действие, лечебница для душевнобольных, врачебный персонал, действующие лица — всего этого в действительности не было, всё это я выдумал. Но в те времена в оккупированной Польше действительно совершались массовые убийства душевнобольных — и не только.
Этот роман я закончил писать в 1948 году, на последнем курсе университета. Но он не укладывался в схемы возобладавшего к тому времени соцреализма и был опубликован лишь в 1955 году.

  — «Моя жизнь», 1983
  •  

… как «противовес» к «Больнице», прозванной «реакционной», я дописал два тома, в которые понапихал никогда в жизни не виденных ангельских коммунистов, и даже моего приятеля из гаража во Львове, Мартинова, переделал в красного. Этого я не слишком стыжусь; не потому что имел влиятельнейших друзей в управлении цензурой, но что и «коммунист Мартинов» во времена сталинизма ничем не смог мне помочь.

  «Зачем я пишу?», 1996

Примечания

править
  1. Пародия на 1-ю и 3-ю заповеди блаженства.
  2. Skalpel i mózg // Stanisław Lem. Szpital Przemienienia. — Warszawa: Interart, 1995. — копия статьи на официальном сайте Лема.